- Ta głupia książka nie mówi nic o położeniu następnego
kawałka! – warknęła wściekła Mad, odkładając książkę na bok, siedząc na swojej
macie przed ogniskiem. – A tam tym kawałku nie ma nic o jakimś miejscu!
- Maaad, może źle szukasz? – kot otworzył jedno oko. Swoim
podnoszeniem głosu, wyrwała go z medytacji. – I przestań się tak unosić. Ponoć
to ty jesteś opanowana.
Dziewczyna
prychnęła, krzyżując ręce na piersiach. Rany, jak on ją irytował tym całym
pieprzeniem o spokoju, czy to nie on czasem od dwóch dni jęczał, żeby w końcu
gdzieś ruszyli, a nie siedzieli w na jakimś zadupiu? Na jego „prośbę” tak się
spieszyła. Wstrzymała powietrze na chwilę, a następnie wypuściła je,
uspokajając się całkiem. Wstała, patrząc z góry, jak kot skupia się. Niby jak
miało mu to pomóc? Chwyciła za fragment klucza, który leżał obok księgi Maxa.
Przeczytała po raz kolejny inskrypcję, starając się zrozumieć jej drugie dno.
Odeszła po chwili od ogniska, kierując się w otaczającą ich ciemność. Spojrzała
na swoją dłoń, którą uniosła na wysokość twarzy.
- Lumos. – szepnęła, by kula światła pojawiła się obok niej.
Znowu
mogła widzieć dokładnie fragment klucza, który tym razem zaczął jarzyć się
złotym blaskiem. W jednej chwili wystrzelił z siebie promień, który
ukształtował miejsce, w którym miał znajdować się kolejny fragment. Dziewczyna
uśmiechnęła się pod nosem:
- „ Światło rozjaśnia mrok”, co?
Zacisnęła
pięść, by świetlista kula rozproszyła się w ciemności. Zawróciła i usiadła ponownie obok swojego
kociego przyjaciela. Popchnęła go ze złośliwym uśmieszkiem by upadł na bok.
- E-ej co ty robisz! – wrzasnął przestraszony Marshmallow,
unosząc się na jednej łapie. – Powaliło cię? Co ty znowu robiłaś?
- Zgadnij.
- Poszłaś się odlać? Tego nie musisz mi mówić.
- Przynajmniej nie robię do kuwety jak ty.
Marsh
zmarszczył brwi ze złości i zacisnął pięści. W końcu był kotem to chyba
normalne, że srał do kuwety, był za mały na sedes. A ona oczywiście musi
wszystko wyciągać na wierzch. Zasyczał cicho i obrócił się tyłem obrażony.
Dziewczyna przewaliła oczami i rozwaliła się w pozycji leżącej na swojej macie.
Uśmiechnęła się, nie spuszczając wzroku z tygrysa.
- Wiem, gdzie mamy się udać. – powiedziała, obracając w
palcach fragment klucza. Uniosła brew, czekając na jego reakcję.
- Co, co? – kot od razu odwrócił się w jej stronę. Oczy mu
się świeciły jak pięciozłotówki. – Gdzie? Jak to zrobiłaś?
- Poszłam za instrukcją. Wystarczyło odejść od ogniska.
Lecimy na najbliższą stację i jedziemy do Krokus.
- Po co aż tam?
- Słyszałeś o najstarszej Bibliotece w Fiore?
- Zamierzasz czytać?
Mad prychnęła, gdyby to był
prawdziwy debilizm, nie mogłaby z nim żyć. Dobrze wiedziała, że pyta
specjalnie, aby ją zirytować. Przecież odpowiedź była tak banalna, że nawet nie
trzeba było wyjaśniać. Kot zachichotał, widząc jej minę.
- Mad, a czy my w ogóle mamy jeszcze pieniądze? – zapytał po
chwili.
- Jeszcze mamy, ale nie wiem na jak długo.
- To zróbmy jakieś zadanie w stolicy. W końcu Fairy Tail
jest niezawodne.
- Wiesz, czasami potrafisz być mądry. A teraz idź spać.
***
Wysiedli
na stacji „ Krokus Główny” i ruszyli zatłoczoną halą do wyjścia. Ludzie mijali
się i popychali, chcąc zdążyć na swój pociąg. Wnętrze dworca było bardzo jasne,
na ścianach widniały panele, pokazujące godziny przyjazdów i odjazdów. Jakaś
kobieta wypuściła torby z zakupami, ktoś inny witał się z dawno nie widzianą
osobą. Po lewej stronie ciągnęły się stragany i pomieszczenia z knajpami, w
których można było szybko zjeść. Była nawet księgarnia, oferująca miejsce do
czytania. Dziewczyna doskonale pamiętała,
gdy przybyła tutaj po raz pierwszy. Turniej Magiczny i wydarzenia, które za
sobą pociągnął. Uśmiechnęła się do siebie i spojrzała na swojego partnera:
- Jesteś głodny?
- J-ja? – kot naburmuszył się, chwytając za burczący brzuch.
- No może trochę.
- Chodźmy coś zjeść. Poszukamy czegoś w mieście, bo tu
drogo.
- Mad, przywołuj wspomnienia, co?
- Ehe.
Wyszli
na zewnątrz, gdzie powitało ich słonce, częściowo przysłonięte chmurami. Na
ulicy panowało poruszenie równie liczne jak na dworcu. Ludzie spieszyli się do
pracy i sklepów, co chwilę przejeżdżały pojazdy, wiozące nowe towary. Dzieci
bawiły się przy pobliskiej fontannie, chlapiąc się wodą. Mad uśmiechając się delikatnie, ruszyła do
centrum, w którym znajdowało się największe skupisko knajp. Spoglądała na
wystawy mijanych sklepów, handlarze polecali wyrabiane ozdoby. Wędrowni malarze
pokazywali swoje wybitne dzieła, oferując przy tym błyskawiczne malowanie
portretu. Brunetka momentalnie zatęskniła za gildią, za twarzą Natsu, który
wiecznie wściekał się o byle gówno, roześmianym Mistrzem Macarovem, który razem
z Caną przesadzał z alkoholem. Ruszyła szybciej, widząc powoli pojawiające się
szyldy knajp. Wybrali jedną z nich, która nosiła nazwę „Słoneczna Lucy”. W
środku rzeczywiście było jasno i słonecznie. Ściany koloru pisku były ozdobione
płaskorzeźbami statków i palm, między kątami rozwieszone były sieci rybackie. Obrusy
i obicie krzeseł ozdobiono niebiesko-białymi pasami, ze świecznikami w kształcie
statków. Oboje usiedli przy jednym z nich. Kelner uśmiechnął się zauważając
gości, więc chwycił za drewniane menu i pospiesznie podszedł do nich, wręczając
je do ręki. Kłaniając się, odszedł by czekać jak sęp aż na coś się zdecydują.
Mad uniosła brew i otworzyła menu.
- „Słoneczna Lucy”, fajna nazwa. – powiedział Marsh,
przeglądając kartę. – Kojarzy mi się z naszą cycatą Heartfilią.
- Jesteś czasami obleśny. – zachichotała Mad. – Mi się
kojarzy z naszą „Chatą Pirata”. Zanim tu przybyłyśmy to właśnie tam z Nanc
chodziłyśmy na pizzę. To były czasy.. Chociaż wystrój był całkiem inny, karty
były identyczne. Nawet nazwy dań, no zobacz, „Zaginiona Mapa”.
- Wziąłbym coś z rybami.
- Widzę, że bardzo interesuje cię to, co mówię.
- Po prostu teraz jesteście tutaj, niepotrzebny wam już „tamten”
świat. Poza tym nie możecie zostawić takiego słodkiego kociaka samego.
Zatrzepotał
rzęsami, uśmiechając się uroczo. Mad uśmiechnęła się zadziornie w odpowiedzi i
zanurzyła nos w karcie. Przeglądała składniki każdej pizzy, dopóki nie znalazła
tej właściwej.
- Jest z rybami. Bierzemy.
- Nareszcie! – kot klasnął
w łapy i stanął na krześle, wyciągając jedną z nich w stronę czatujące
mężczyzny. - Kelner! Chcemy mega numer 15! Piwo i woda!
- T-t-tak jest! – zawołał uradowany chłopak i zniknął za
drzwiami kuchni.
Mad
zachichotała, zauważając, że w kącie po prawej stronie pewien mężczyzna
obserwuje ją przez cały czas. Nie był zbyt ciekawy z wyglądu. Pokrążone oczy,
długie i tłuste włosy odstawały na wszystkie strony, zarost nierówno zgolony.
Miał na sobie podartą koszulkę i jeansy. Gdy tylko zauważył, że dziewczyna
zwróciła na niego uwagę, uśmiechnął się szeroko, pokazując czarną dziurę,
której ozdobą były tylko trzy zęby. Madison skrzywiła się od razu i wróciła
wzrokiem do swojego przyjaciela. Kot uśmiechnął się zadziornie, opierając łapkę
pod brodą. W jego oczach pojawił się błysk złośliwości.
- Co, podoba ci się? – zachichotał wrednie, aż ogon mu się
napuszył. – Wiem, że to taki przystojniak, ale nie rób na złość Stingowi.
Biedak tęskni, a ty wyrywasz takie dupery.
- O-o czym ty mówisz głupi kocie? – Mad czerwieniąc się,
zmrużyła oczy. – To jakiś popapraniec. A Sting to nic wielkiego?
- Nihihi ta wymiana śliny też była niczym? No gdyby nas tam
nie było, to by cię chyba ostro przerżnął na jednym ze stołów. A ty jęczałabyś
tylko „Sting, Sting”, tak jak podczas naszej ostatniej nocy w lesie.
- Nie przesadzaj głupi szczurze. Nic takiego nie gadałam!
- Chcesz mi wmówić, że nie miałaś wodospadu w majtkach, jak
się obudziłaś? Przecież widziałem, jaka byłaś spocona.
Mad
zacisnęła wściekle palce na menu, bez przerwy wpatrując się w kocura. Ach,
gdyby wzrok mógł zabijać. Już miała podnieść rękę i go walnąć, gdy w tym samym
momencie, mężczyzna który ją obserwował, uderzył dłońmi o stół, aż oboje podskoczyli
przestraszeni i nachylając się do jej twarzy, ochrypłym głosem powiedział:
- SMACZNEGO.
Mad odsunęła
się z krzesłem, kiedy cuchnący oddech dotarł do jej nozdrzy. Mężczyzna ponownie
uśmiechnął się szeroko. Kot wpatrywał się w swoją przyjaciółkę zszokowany z
otwartymi ustami, starając się nie wybuchnąć śmiechem. Dziewczyna zmrużyła oczy
i z całej siły przypieprzyła nochalowi w twarz drewnianą kartą.
- Spierdalaj. – rzuciła, czując, że serce zaraz jej wyskoczy
z piersi. Ja pierdole, kto normalny tak robi?
Mężczyzna szczeknął i trzymając
się za nos, dźwignął się na równe nogi. Jego przekrwione oczy wpatrywały się w
dziewczynę, jakby chciały ją zabić. W tej chwili wyszedł kelner, który widząc
go, zbladł momentalnie. Chwycił za tacę, spryskiwacz wypełniony wodą i ruszył w
stronę popaprańca.
- Giiiiiiń! – krzyknął, psikając w jego stronę wodą. –
Wynocha, wynocha! Nie zabieraj nam klientów!
Mężczyzna
skulił się, czując na sobie czystą ciecz i odsunął się o kilka kroków.
Kelner nie ustawał, dopóki całkiem nie
wygonił go ze „Słonecznej Lucy”, następnie wrócił do dwójki gości i pokłonił
się.
- Bardzo przepraszam! – krzyknął przerażony. – Mamy
nadzieję, że nic państwu się nie stało!
- H-hee? – kot parsknął śmiechem prosto w twarz Mad. – Nic się
nie stało!
- Taaa, nic. – dziewczyna skrzyżowała ręce na piersiach,
wściekłym wzrokiem patrząc na Marshmallowa.
- Zaraz przyniosę napoje! Proszę się nie złościć, to się nie
powtórzy!
***
Pod
wieczór znaleźli się w ogromnej bibliotece Krokusa. Kilka poziomów w górę i
jeden w dół, które zapełnione były książkami z całego Fiore. Tak wielka wiedza
w jednym miejscu, aż prosiła się, żeby zostać na dłużej. Mad po cichu wkradła się na schody prowadzące
do piwnic. Zrobiła to szybko, bo nikt nie spodziewał się, że ktoś będzie chciał
przedostać się do zakazanego wejścia. Kot przeleciał tuż obok jej głowy na dół
i wylądował na podłodze. Dziewczyna tuż po chwili stanęła obok, patrząc na
oświetlone rozdroże.
- W którą stronę teraz? – zapytał tygrys, rozglądając się.
- Nie wiem… - Mad ściągnęła brwi. –Daj mi chwilę….
Spojrzała
na prawo i lewo. W końcu wybrała ten drugi korytarz i ruszyła nim pospiesznie.
Kot uniósł brwi i ruszył za nią. Choć nie był pewny tego co robi, starał się ją
zaufać jej intuicji. W końcu to ona była magiem światła, powinna wyczuć takie
rzeczy. Wbił na chwilę wzrok w posadzkę by zaraz spojrzeć na przyjaciółkę.
Powoli kończyły się światła, a zaczynała ciemność.
- Maaad. –odezwał się w końcu. – Dlaczego akurat tutaj?
- Nie wiem. – odpowiedziała, nie patrząc nawet na niego.- Moja intuicja mi tak podpowiada. Lumos.
Kula światła pojawiła się tuż koło niej, oświetlając ściany, na których od razu pojawiły się lśniące hieroglify i znaki boga Re. Mad uniosła brwi i uśmiechnęła się do kota. Po raz kolejny miała rację. Ruszyła wgłąb korytarza, wiodąc za sobą światło i przyjaciela. Zeszła po kamiennych schodach i już po chwili znaleźli się w ogromnej komnacie, podobnej do tej w świątyni. Pod ścianami leżały stosy ksiąg tak starych, że pewnie rozleciałyby się przy najmniejszym dotknięciu. Oprócz światła Madison nie było żadnej pochodni ani lampy, która oświetlałaby wnętrze. Na środku sali stał ołtarz, na którym ustawiona została otwarta księga z wystającym kawałkiem ich klucza.
- Nie wiem. – odpowiedziała, nie patrząc nawet na niego.- Moja intuicja mi tak podpowiada. Lumos.
Kula światła pojawiła się tuż koło niej, oświetlając ściany, na których od razu pojawiły się lśniące hieroglify i znaki boga Re. Mad uniosła brwi i uśmiechnęła się do kota. Po raz kolejny miała rację. Ruszyła wgłąb korytarza, wiodąc za sobą światło i przyjaciela. Zeszła po kamiennych schodach i już po chwili znaleźli się w ogromnej komnacie, podobnej do tej w świątyni. Pod ścianami leżały stosy ksiąg tak starych, że pewnie rozleciałyby się przy najmniejszym dotknięciu. Oprócz światła Madison nie było żadnej pochodni ani lampy, która oświetlałaby wnętrze. Na środku sali stał ołtarz, na którym ustawiona została otwarta księga z wystającym kawałkiem ich klucza.
- Brawo Mad. Coś szybko nam poszło. –kot klasnął w łapki ucieszony. – Co dalej? Co ty razem nas spotka? Potwór z książek? Mole
książkowe nas zaatakują?
- Musimy się tam dostać. Rozwiń skrzydła i przestań gadać.
Marshmallow
rzucił jedynie ciche „ cholera jasna” i rozwinąwszy skrzydła, chwycił
dziewczynę mocno za ubrania. Podleciał do ołtarza i zniżył się, by dziewczyna
mogła wyciągnąć rękę. Mad chwyciła mocno fragment klucza i pociągnęła do
siebie, czekając na odpowiedź komnaty. Odetchnęła głęboko, gdy nic się nie
stało. Kot zawrócił i leciał już w stronę drzwi, gdy ich widok przysłoniły
książki, które wyleciały na nich z ogromną prędkością. Oboje padli na ziemię,
krzywiąc się z bólu i patrząc na latające księgi. Unosiły się w zwartym szyku,
wypełniając komnatę. Wyjście zostało zablokowane przez papierowy mu. Każda z
nich chciała trafić dziewczynę dzierżącą w dłoni klucz. Ta zaś uchylała się
przed nimi, zanim któraś nie trafiła jej z całej siły w głowę.
- Madie! – krzyknął kot, w stronę upadającej brunetki. – Nic
ci nie jest?!
- Mam… Już tego po dziurki w nosie! – warknęła podnosząc się
i ocierając krew z nosa, druga rękę wyciągając przed siebie. – Flaming Nebula!
Rozbłysło
czerwone światło, które trafiło we wszystkie książki przed nimi wraz z murem.
Od razu zapaliły się i opadły na podłogę. Mad chwyciła swojego towarzysza za
łapę i wybiegła z komnaty jak najszybciej potrafiła. Księgi, które przetrwały
jednak nie ruszyły za nimi w pogoń, rozsypując się w popiół.
***
Pozwolili
sobie na noc w jakimś tanim hotelu, w którym mogli wypocząć i wykąpać się. Mad
wyszła z łazienki w samym ręczniku i turbanie na mokrych włosach. Usiadła na łóżku
obok Marshmallowa, który wpatrywał się we fragment klucza.
- Tu jest napisane „ Światło jest mądrością”. – spojrzał na
nią.
- Jestem mądra. –uśmiechnęła się złośliwie. – Zostaw to, na
razie musimy poszukać jakiejś roboty, bo brakuje nam hajsu.
- Wiem Mad….. Czy nie możemy wziąć oszczędności Nancy? Na razie
nie wraca…. A my..
- Nie. To byłoby nie fair. Ona również brała w tym udział,
to ona rozpieprzyła Zerenę.
- Dobrze… Niech będzie…
- Skąd taka ponura mina? – Mad poczochrała kota po głowie. –
Bo nie mamy pieniędzy. Damy radę!
- Nie o to chodzi. – kot westchnął, odkładając odłamek na
bok. - Wyszedłem, kiedy poszłaś się
kąpać. I dowiedziałem się strasznych rzeczy…
- Co takiego? Nie ma ryb?
- No bo… Siedziba Rady Magicznej została wysadzona… Razem z
ich członkami, przez gildię zwaną Tartaros… Fairy Tail stara się chronić starych członków, którzy są na celowniku...
- …. O czym ty mówisz?
***
Dobry dzień dobry, a raczej dobry wieczór *-* Wstawiam rozdział 1-wszego tak jak zwykłam to robić na starszej stronie. :D Jedna ze scen to wyjęte z naszego życia wydarzenie, uznałam to za tak zabawne, że nie mogłam się powstrzymać. C: Jest jeszcze wzmianka o Tartarosie, czyli jak możecie się domyślać, w mandze powinien być właśnie ten arc :3 To informacja tylko dla was, żebyście wiedzieli w jakim czasie się znajdujemy :D
Mam nadzieję, że się podoba ^.^
~Nancy
Okej... A więc(nie zaczyna się zdania od "a więc" kretynko...) co najpierw?
OdpowiedzUsuńMoże tekst o kuwecie. Zaczęłam płakać. I to dosłownie xD Mam dzisiaj strasznie poryty humor, więc zaczęłam się śmiać jak wariatka xD
Co dalej? Dalej jest Sting-kun! *^* Tak xD Była wzmianka o Stingu - Su jest już zadowolona z rozdziału ^^ Moja głupiutka głowa zrodziła w moim serduszku nadzieję, na to, że Mad pomoże Fairy Tail w walce z Tartarosem i tam będzie Stingu *-* Ale to tylko moja baka nadzieja xD Także shhhh... Nie słuchaj jej xD
Następnie... Biblioteka <3 Uwielbiam biblioteki, szczególnie takie duuuuże, dlatego mam mały ból, że moje ukochane książki zaatakowały Maddie ;-;
No i wzmianka o Tartarosie, ale to już wspominałam wyżej :3
Także... Rozdział świetny, jak zawsze przyjemnie napisany, z nutką komicznych dialogów, które tak bardzo uwielbiam <3
Pozdrawiam cieplutko :*
Cieszę się, że rozdział się podoba :D
UsuńWidzisz, taka małą rzecz ze Stingiem, a tak cieszy xD
Książki są świetne, ale coś trzeba było wymyślić!
Mam troszkę inne plany z nią, ale to zobaczysz :3
Staram się wrócić do formy z tymi żarcikami xD Czym by było Ft bez śmiechu? :D
Fajnie to jest napisane :) Ładne imię Madie podoba mi się i ta jej niby miłość do Stinga masz ładny styl pisania i fajnie wszystko opisujesz :)
OdpowiedzUsuńDziękuję ci bardzo za komentarz i komplement ^.^
UsuńPełne imię to Madison, ale wolę stosować zdrobnienia wszelkiego rodzaju, brzmi jeszcze lepiej :D
Jebłam. Zwłaszcza przy wodospadzie w gaciach xD W ogóle na końcu myślałam, że on powie o rozdupczeniu. A kocur tak grzecznie, że wysadzili. :<
OdpowiedzUsuńA tutaj podczas tartarosu wpadnie Mad dowie się, że Yukino nie żyje i zatańczyć wraz z Nancys na jej zwlokach xd"
CHCIAŁABYM XDD To wręcz moje marzenie, dobrze o tym wiesz haha!
UsuńMarsh potrafi się grzecznie wypowiadać :C Jeszcze ma w sobie trochę kultury xD